Produkcja ta czerpie z serialu „Kompania braci” czy z „Szeregowca Ryana”. Opowiada historię sierżanta Matta Bakera i jego oddziału, którym dowodzi. Gra może i nie była rewolucyjna, ale ma cholernie dobry wojenny klimat oraz świetny polski dubbing.
My, gracze, wcielamy się w Matta Bakera – żołnierza, przyjaciela i zwykłego człowieka. Przedstawiam go w ten sposób ze względu na to, co mówi w przerywnikach między misjami. Wspomina tam dom, swoich kumpli, nazywa żołnierzy braćmi, a czasem komentuje sytuacje z poprzednich misji.
W grze bierzemy udział w operacji, która rzeczywiście miała miejsce podczas II wojny światowej. Operację nazwano „Overlord”, rozpoczęła się 6 czerwca 1944 roku, zatem Brothers In Arms również wtedy się zaczyna. Nie szturmujemy tu jednak żadnej plaży, skaczemy zaś ze spadochronem gdzieś w Normandii. Okazuje się, że cały nasz oddział rozwiało po tej malowniczej okolicy, a nasz ekwipunek zapodział się gdzieś podczas jakże wybuchowego wyskoku z samolotu.
Brothers In Arms: Road to Hill 30 nie wyróżniałby się niczym niezwykłym, gdyby nie możliwość dowodzenia swoimi ludźmi. Z początku mamy do dyspozycji pod komendą od 1 do 3 ludzi, później jednak dostajemy całe dwie drużyny po 3 wojaków każda. Wtedy mamy okazję zaszaleć, jednak zabawa skończy się prędko ze względu na liniową budowę map. Wroga nie możemy zupełnie minąć, zawsze trzeba walczyć i stosować jedną taktykę – ostrzelać wroga jedną drużyną, a drugą zajść z boku i wystrzelać szkopów jak kaczki. I tę taktykę narzuca właśnie budowa map oraz ustawienie przeszkód terenowych. Niemniej jednak bardzo przyjemne jest dowodzenie, wydawanie rozkazów i patrzenie jak nasi podkomendni zasypują wroga gradem kul.
Zdarza się też czasem, że możemy pod naszymi rozkazami prowadzić do boju czołg. Wtedy siejemy totalne spustoszenie, jednak misje są trochę trudniejsze, bo pojawiają się faceci z panzerschreckami, działa oraz liczne stanowiska ciężkich karabinów maszynowych.
Bardzo wygodne jest sterowanie naszymi ludźmi. Jednym klawiszem wybieramy oddział, drugim ładnie zaznaczamy gdzie ma pójść/kogo ma ostrzelać, a następnym rozkazać by podążał za nami cały czas. Sami też możemy strzelać jest zresztą spory arsenał np. Thompson, Garand, BAR, Springfield, Mauser, MP40, MP44 czy Bazooka. Jednak schowanego za przeszkodą wroga ciężko trafić, czasem zdarza się, że wychylony do połowy wróg nie może zginąć od naszych jakże celnych kul. Podejrzewam, że hitboxy są tak właśnie opracowane, z tego względu, że jeśli wystrzelamy wszystkich na spokojnie zza osłony to po co nam to całe dowodzenie i oddziały? No ale to tylko moje domysły, nad którymi nie warto się zastanawiać.
Jak już wspomniałem gra posiada wspaniały wojenny klimat, a to również dzięki m.in. świetnym postaciom. Z Mattem Bakerem możemy się szybko utożsamić, a naszych podwładnych zaczniemy rzeczywiście traktować jak braci. Przemówienia „Maca” Hassaya są zwykle pełne wulgaryzmów, ale użyte są w genialny, często komiczny sposób. Rozbawić też mogą ciągłe kłótnie między Leggettem a Allenem-i-Garnettem (to połączenie nazwisk wymyślili sami żołnierze Bakera, ze względu na to, że ci dwaj są najlepszymi kumplami) o to, czy lepszy jest Batman, czy Superman. Reszta oddziału gada pojedyncze lub losowe sekwencje komentujące nasze poczynania. Świetny jest też ppłk. Cole, który prócz tego, że jest rzeczywistą postacią, to jeszcze podczas jego przemówień przynajmniej uśmiechniemy się lekko pod wąsem. Niesamowite rozmowy sprawiają jeszcze lepsze wrażenie ze względu na to, że nasi kompani mówią polskimi głosami. I wypadają naprawdę świetnie, przekleństwa latają tu jak części niemieckich ciał rozerwane granatem. Sam Baker gada nawet dwoma głosami: podczas misji, gdy wydaje rozkazy i podczas przerywników między nimi – wtedy głosu użycza mu lektor „Kompanii braci” Jarosław Łukomski. Spisał się świetnie i wczuł się w rolę.
Zresztą sam dźwięk jest równie dobry. Wystrzały broni, eksplozji czy warkot nadjeżdżającego Panzera są niezłe, jak w każdej dobrej grze wojennej. W pamięci zapada odgłos karabinu maszynowego MG42, pod ogniem którego wszyscy chowają się za osłonę. Natomiast moją uwagę szczególnie przykuła muzyka z menu, która jest spokojna, trochę smutna, ale bardzo wojenna zarazem. Naprawdę zapada w pamięć. Co do samych głosów postaci już się wypowiadałem, powtórzę jednak, że są one świetne, czasem zdarzy się jakieś drobne potknięcie, ale nie zwracamy na to uwagi.
Natomiast grafika już nie powala, ale źle też nie jest. Nasi żołnierze wyglądają dość szczegółowo, Niemcy również, a u Hartsocka widać nawet bliznę pod okiem. Animacja postaci jest dobra, żołnierze biegną szybko i płynnie, fajnie widać jak wojaki wychylają się zza osłony na moment, a po wydaniu rozkazów żwawo je wykonują. Tekstury otoczenia, a szczególnie roślinności mogą razić trochę w oczy, za to woda wygląda przyzwoicie. Trafieni Niemcy padają trochę sztywno i nierealistycznie, ale po wybuchu granatu odpadają im różne części ciała, co ogólnie ratuje całość.
Jeszcze słów kilka o sztucznej inteligencji. Nasi podkomendni dobrze sobie radzą na polu bitwy, szybko przechodzą do wykonywania rozkazów, sami znajdują sobie osłonę, strzelają, jednak podczas biegu za nami potrafią się zgubić i zostać gdzieś z tyłu. Celnie nawet strzelają, zresztą wrogowie też posiadają tę cechę. Szkopy radzą sobie nie gorzej od naszych ludzi, czasem jednak zdają się nas nie zauważać.
Twórcy prócz świetnej gry przygotowali dla nas coś jeszcze. Są to mianowicie ciekawostki pochodzące z czasów II wojny światowej, które nawiązują do wydarzeń z gry. W zależności od wybranego poziomu trudności oraz ukończonych misji odblokowywana jest dana ich ilość. Na najtrudniejszym poziomie dostaniemy 3, na normalnym 2 itd. Ciekawostki przedstawiają np. krótką historię czołgu Sherman, pokazują trasę, którą w 1944 rzeczywiście pokonał Baker albo informują o zasługach ppłk. Cole’a. Dla każdego, kogo choć trochę interesuje ten okres wojny, będzie to wspaniały pomysł. Warto wspomnieć, że w pracach nad tą grą pomagał John Antal, studio Gearbox Software zatrudniło tego speca od II wojny światowej.
Brothers In Arms: Road to Hill 30 to niezła gra taktyczna. Fajnie się dowodzi swoimi ludźmi, panuje świetny wojenny klimat, jest czego posłuchać, wspaniałe są ciekawostki i postaci samych żołnierzy. Niestety giną oni tylko w wyznaczonych przez twórców miejscach, jeśli polegną w boju, np. przez nasz błąd to odrodzą się w następnej misji. Zwykle śmierć naszych towarzyszy ukazana jest w naprawdę widowiskowy sposób. Tym bardziej żal tych żołnierzy, wraz z którymi walczymy z wrogiem. Szkoda, że gra jest tak liniowa, twórcy mogli troszkę zaszaleć, ale fajnie, że również pod komendę oddali nam czołgi. W oczy razi już trochę grafika, jednak można to przeboleć, a poza tym podczas akcji nie będziemy zwracali na nią uwagi, tylko będziemy czerpać przyjemność z eksterminowania Niemców.
















